Z zewnątrz moje życie wyglądało jak 100% sukcesu społecznego. Spełniłam marzenie — założyłam własną markę modową, która okazała się sukcesem. Udzielam wywiadów dla Elle, moja twarz pojawiła się na okładce Forbesa. Podróże po świecie, wspaniały narzeczony, własne mieszkanie.
A w środku? Skrajny stres, wypalenie i wieczny bieg na najwyższych obrotach.
Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę, serce mojego dziecka przestało bić. Poczułam się wybrakowana. Myślałam, że nigdy nie będę mamą. Gdy w końcu na świecie pojawiła się córka, płakałam ze szczęścia. I… natychmiast zderzyłam się ze ścianą. Na początku macierzyństwa poczułam się, jakby walec po mnie przejechał.
Z jednej strony totalna miłość, z drugiej — ogromna tęsknota za dawnym życiem i osiągnięciami. Patrzyłam na życie znajomych, siedząc w domu pozalewana mlekiem. Próbowałam ciągnąć dwa etaty: bycie idealną mamą i robienie kariery. Efekt? Całkowicie odcięłam się od SIEBIE. Nie wiedziałam, kim jestem. Moje ciało zaprotestowało — wylądowałam w szpitalu z diagnozą Hashimoto.
Spędziłam 1,5 roku na zbieraniu siebie w całość: psychicznie i fizycznie.
Zaczęłam studiować to, co dzieje się z ciałem i głową kobiety po porodzie — od strony psychologicznej, hormonalnej i neurologicznej. Zaczęłam zgłębiać, czym jest prawdziwe macierzyństwo i o co w nim naprawdę chodzi. Zrozumiałam, skąd bierze się moje znikanie: to społeczne stereotypy wiecznie wpędzają nas w poczucie winy. Przez całe wieki macierzyństwo wyglądało zresztą inaczej — opierało się na wspólnocie.
Moje dziecko nie potrzebowało matki uciemiężonej i umęczonej obowiązkami. Ono potrzebowało matki szczęśliwej i spełnionej, bo to mnie będzie modelować w przyszłości. Skończyłam studia coachingowe i zmieniłam wszystko. Zaczęłam rozmawiać z innymi kobietami — okazało się, że nie tylko ja w samotności zadręczałam się poczuciem winy, że moje życie nie wygląda jak z reklam czy social mediów.
Gdy zaszłam w drugą ciążę, mój poród, połóg i macierzyństwo wyglądały już zupełnie inaczej. Byłam osadzona w sobie, spokojna i obecna. Dziecko też. Przestałam być „obsługą" — stałam się świadomą Przewodniczką. Zrozumiałam, że najlepsze, co mogę dać moim dzieciom, to pokazać im, jak spełniam swój wielki życiowy cel i jak się realizuję. Postanowiłam zabrać je w tę cudowną podróż. Dziś chcę nauczyć tego Ciebie.